Historie

bulgaria 01

08. Nie odpuszczaj

Droga przez Bułgarię była króciutka. Od Vama Veche do Warny jest około 150 kilometrów gdy trzymasz się linii morza, trasą niecałe 110. Trzymałem się morza, bo je uwielbiam. Gdyby nie wielki maszt z flagą, nigdy bym nie zauważył, że już jestem w Bułgarii. Straż graniczna w Rumunii pożegnała mnie machnięciem ręki i coś, co było granicą, przejechałem z rozpędu. Zależało mi na bułgarskim stemplu w paszporcie ale w miejscu, w którym powinien znajdować się posterunek straży granicznej po bułgarskiej stronie żywego ducha.

Nikt mnie nie przywitał Nikt mnie nie przywitał

Podjechałem do sklepu 50 metrów dalej - pytam o “czekpoint”. Nie ma. Super - najszybsza granica na dotychczasowej trasie. Krótki postój, małe zakupy i ruszam do Warny.

Słońce grzeje, dookoła niekończące się pola słoneczników. Droga wygląda zjawiskowo. Mijam Durankulak, Szable. Dwa malutkie miasteczka w których próbuję kupić kartę SIM.

Zmiana SIM w każdym kraju przez który jadę to już pewnego rodzaju podróżny rytuał. Kontakt ze światem lepiej mieć, na wypadek zdarzeń, których przewidzieć się nie da. Tym bardziej, że podróżuję sam. Powiem więcej - telekomunikacyjne usługi lokalnych dostawców są dużo tańsze niż analogiczne w roamingu. W krajach takich jak Rumunia były nawet tańsze od nieroamingowych ofert polskich operatorów, a Internet dwa razy szybszy. W Durankulak sukcesu brak. W Szable udaje mi się dostać kartę, czekam 30 minut na jej aktywację. Dobra rada, szczególnie po jeździe przez Indie - nie odchodźcie od stanowiska na którym kupujecie SIM czy jego doładowanie póki nie dostaniecie wszystkich możliwych SMSów potwierdzających wasz zakup (aktywacja/kredyt), bo może się okazać, że ktoś zapomni go aktywować lub uzupełnić kredyt na koncie waszego numeru, choć przed chwilą was za to skasował. W Indiach im się “zapomniało” trzy razy więc zacząłem te działania traktować jak sposób na “krojenie” turystów ale o tym poczytacie więcej w mojej opowieści o Indiach.

Za Szablą zaczyna się robić ładniej, a droga łukiem zjeżdża nad samo morze. Prawie, bo brzeg to momentami bardzo wysoki klif. Zaczynają się górki i dołki. Jak teraz sobie to przypominam, to wtedy jeszcze jeździłem prawą stroną, ciekawe jak szybko się na to znów przestawię. W każdym razie po azjatyckich drogach lewostronnie poruszam się bez problemu, choć przy przechodzeniu przez jezdnię nawyk został - rozglądam się w “prawostronnej” kolejności i trzy razy prawie wszedłem pod skuter.

Morze Czarne może turkusowe Morze Czarne może turkusowe

Nie spieszę się. Za zakrętem pokazuje się to, co kocham! Od teraz do samej Warny będę miał taki widok - z lewej strony niekończący się turkus Morza, które w ogóle Czarne nie jest, z prawej zieleń stoków, przez które miejscami przebija biel wapiennych skał. Asfalt faluje, jest ładnie. Mijam Kawarnę i docieram do miejscowości Balchik - znalazłem tam kemping.

Pierwsza noc w hamaku Pierwsza noc w hamaku

Noc spędzona w Balchiku była momentem inauguracji spania w hamaku podczas tej wyprawy i gdybym nie miał na horyzoncie kazachskiego stepu, to już w tamtym momencie zrobiłbym ognisko z namiotu, z którym od początku były same problemy.

Droga do Warny Droga do Warny

Rano ruszam dalej. Moja droga, poza dwoma momentami, w których musiałem przejść kawałek plażą - bardzo to męczące, bo piach prawie puchowy, była konstrukcją z betonowych płyt, o które co chwilę rozbijały się fale. Minąłem popularny wśród turystów z Polski kurort “Złote Piaski” i wieczorem wjechałem do Warny. Dwa dni minęły bardzo przyjemnie.

I co teraz?!

Kolejny dzień spędziłem na robieniu planu. Nieodłącznym elementem mojej podróży jest pranie - ostatnie robiłem jeszcze po rumuńskiej stronie więc uzbierałem dwa worki rzeczy wymagających natychmiastowego odświeżenia. Tym razem trzeba było uprać też buty, żeby ludzie nie zaczęli masowo emigrować z hostelu, w którym się zatrzymałem. W tym miejscu mam dla was dobrą radę dotyczącą ich dezynfekcji. Najlepiej nadają się do tego tabletki, które służą do uzdatniania wody - zabijają wszystkie drobnoustroje, co bezpośrednio eliminuje wszelkie złe zapachy. Robisz roztwór w wiadrze z zimną wodą, żeby się nie rozkleiły i odstawiasz je na noc. Następnego dnia są jak nowe. Można je dodatkowo uprać w czymś pachnącym. Gdy już wiedziałem, co chciałbym zobaczyć w okolicy, zacząłem wertować Internet w celu zdobycia informacji o statkach płynących z Bułgarii do Rosji - to był pierwszy plan, który przygotowałem jeszcze przed opuszczeniem Polski. Gdy go składałem, z Rosją połączenia były dwa - z portem Kavkaz i z portem Noworosyjsk. Wszystko wydawało się proste - do czasu.

Zaglądam na strony przewoźnika, a tam informacja o tym, że kursy realizowane na obu liniach przestały obejmować ruch turystyczny z racji “konieczności utworzenia osobnych terminali” w obu portach. Dziwne. Dwa niezależne porty odległe od siebie o 150 kilometrów i dwa zamknięte w tym samym czasie. Pamiętajcie, że wtedy krymski konflikt był w dość intensywnej fazie. Wysnułem więc spiskową teorię o tym, że pewnie Rosjanie nie chcą świadków w miejscach, w których lokują jednostki wojskowe do zabezpieczenia tego konfliktu. Wiecie co? Bardzo się nie pomyliłem. Tą informację potwierdził znajomy Rosjanin, którego rodzina od pokoleń jest związana z rosyjską armią. Trzeba było na biegu stworzyć plan alternatywny.

Plan A

W Warnie jest port, w całej Bułgarii chyba dwa, które obsługują międzynarodowe rejsy. Czas sprawdzić połączenia inne, niż te z Rosją. Mamy to - coś stąd pływa do Gruzji. Jest przewoźnik, ma stronę - dzwonię. Wieści dobrych nie mają - pasażerski prom do Gruzji był, nawet były dwa. Pierwszy został kupiony przez Polską Żeglugę Bałtycką - Czemu mi to zrobiliście?! No czemu?! - ja się pytam. Właśnie jest w drodze do Polski. Drugi trafił tydzień temu do suchego doku. Może za miesiąc wróci do służby. To popłynąłem - myślę. Musimy zrobić to jakoś inaczej, bo istnieje poważne ryzyko, że przez miesiąc w Warnie mógłbym jajko znieść ... a nawet oba. Niekorzystna perspektywa.

Plan B

Może Turcja? Podróżowanie tzw. spontaniczne uczy jednej ważnej rzeczy - szybkości działania w opracowywaniu scenariuszy alternatywnych. Nie ma tu miejsca na podejście z serii “już się w to nie bawię”. Rozwiązanie musi być, co więcej, zawsze musi być lepsze od pierwotnego scenariusza. Na powielanie błędów miejsca nie ma. Podczas tej podróży będę doskonalił tą umiejętność dość intensywnie, o czym jeszcze będzie okazja poczytać. Kontaktuję się z kolegą, który mieszka w miejscowości Samsun. Pytam o opcje.

W tym planie niepokojąca wydawała mi się tylko jedna rzecz, a był to czas, w którym Turcja stała się buforem dla fali emigrantów z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu więc pytanie brzmiało - czy jest bezpiecznie? Nie zdążyliśmy przedyskutować tej kwestii, bo odpowiedź uwzględniała zupełnie inny aspekt - pogodę. Środek lata 2017 roku był okresem rekordowych upałów na Bałkanach, w Turcji i Iranie i słupki rtęci miejscami skakały od 46 do 52 stopni w cieniu! Piekło! Podróż rowerem przez odsłoniętą północ kraju mogłaby sprawić, że w 1/3 drogi bym po prostu wyparował, hahaha.

Tak więc w planie B pojawił się nierowerowy odcinek - jadę rowerem do Stambułu, gdzie wypożyczam samochód, rower pakuję do bagażnika i po dniu za kółkiem docieram do Trabzonu lub Rize. Tam oddaję samochód, wsiadam na rower i ruszam do Gruzji. Dzień w aucie z wypożyczalni czyli szybcy, wściekli i “po taniości”. Pięknie brzmi, czyż nie? Nie! Nie mam ze sobą prawa jazdy. W końcu jadę rowerem. Po co mi? Wiedząc, że krajów na trasie mam 50 zminimalizowałem ilość dokumentów, które ze sobą wiozę. Na chwilę mi to umknęło. Wracamy do planu A.

Wait for it

Oglądając stronę przewoźnika, który co prawda chwilowo osobowych promów do Gruzji nie ma, bo - niczym Polak, który w prezencie od diabła dostał dwie metalowe kulki - jeden sprzedał, a drugi popsuł, wpadła mi w oko informacja o połączeniach cargo, które wciąż są realizowane, a statek do Gruzji pływa dwa razy w miesiącu. Może bym popłynął takim statkiem? Ta myśl zawisa w powietrzu. Dość planowania na dziś. Jutro jadę pooglądać okolicę. Skończę jak wrócę.

Skamieniały las

Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Cały kolejny dzień spędziłem jeżdżąc rowerem dookoła Warny. Choć potrzebowałem intelektualnej przerwy, nie powiem, by była to bezmyślna jazda. Nigdy nie jest. Trafiam do oddalonego o 20 kilometrów od Warny kamiennego lasu. Z drogi wygląda mizernie, gdy wchodzisz głębiej robi duże wrażenie. Okazuje się, że to jeden z najbardziej niesamowitych pomników natury w całej Bułgarii. Kręcę się po nim dwie godziny. Wieczorem, po objechaniu miasta, kolacji i lodach wracam do knucia - długo to nie trwa, bo po całym dniu w pełnym słońcu padam jak mucha.

Skamieniały las Skamieniały las

Dzień kolejny zapowiada się bardzo intensywnie. Jest statek - płyniemy! Tyle w Internecie informacji o tym, jak proste i przyjemne jest podróżowanie statkami towarowymi. Czyżby?

Trzeba być upartym

Gdy na brzegu w porcie w Warnie widzisz grubą czerwoną linię z napisem “Do not cross!” możesz mieć pewność, że nigdzie stąd nie popłyniesz. Port robi za miejsce spotkań lokalnych wędkarzy. Są tabliczki informujące o odprawie celnej - tylko tabliczki, bo biuro, które znajduje się wewnątrz sprzedaje jeden rodzaj imprezy - piracki statek. Nawet nie wiem czy to coś pływa czy jest to forma “suchej” rozrywki, bo nie zgłębiałem tematu.

Do not cross! Do not cross!

Chwytam więc za telefon i dzwonię do przewoźnika od statków towarowych - to ta sama firma, która obsługuje przeprawy promowe.

  • Czy jest możliwość popłynięcia waszym statkiem do Gruzji? - pytam.
  • Nie. Nasz statek jest w suchym doku. Za miesiąc będzie gotowy. - odpowiedź znajoma.
  • Ale ja mam na myśli cargo. Ten który wypływa za tydzień. - naprowadzam na temat.
  • Nie. Ten statek płynie przez dwie granice i nie może zabierać turystów.

I to był koniec rozmowy. Co teraz? Jedziemy pokręcić się koło portu, firm kurierskich reklamujących wysyłanie paczek statkami kilka tam widziałem. Pytam w pierwszej - niestety, w drugiej - to samo. Nie mają swoich statków - podrzucają tylko paczki do portu i pilnują papierów. Piąta w kolejności na mojej drodze i największa to Navibulgar - to z nimi już rozmawiałem przez telefon, jestem pod biurem - zapytam na żywo. Mogę więcej zyskać niż stracić. I to był najlepszy krok, który mogłem wykonać, chociaż w biurze odpowiedź dostałem podobną - nie da rady. Pojawiło się przeczucie.

Choć osoby z którymi rozmawiałem po angielsku odpowiadały na moje pytania - ich angielski nie zachwycał, czasem pojawiały się problemy ze zrozumieniem pewnych prostych rzeczy - musiałem powtarzać lub zmieniać konstrukcję zdania używając mniej wyszukanego słownictwa. Podsunęło mi to myśl, że być może nie do końca rozumieją o co mi chodzi więc odpowiedzi dostaję bezpieczne. Do jednych z najbezpieczniejszych odpowiedzi, które usłyszysz w podróży należą “nie ma” i “nie da się”. Nigdy “nie wiem”.

Zróbmy to inaczej

Jednym z pierwszych punktów mojej wizyty w Warnie była Informacja Turystyczna. Przemiła pani udzieliła mi kilku odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Rozmowa była tak fajna, że rozmawialiśmy prawie godzinę - w tym czasie byłem tam jedynym zainteresowanym turystą.

YOLO! YOLO!

A gdyby tak powiedzieć jej o co chodzi i poprosić, żeby dowiedziała się o ten statek ale po bułgarsku? Uwaga! Rozmowa trwała 3 minuty, w jej trakcie dostałem informację o tym, że statek wypływa z portu w mieście Beloslaw - to 20 km od Warny, że za 3 dni o godzinie 9:00 rano muszę być w porcie, bo rozkład na stronie ma bardziej orientacyjny charakter i że za bilet zapłacę na miejscu około 100 dolarów. W 3 minuty zostało załatwione wszystko co próbowałem wychodzić przez dwa dni. Płyniemy przez Czarnomorsk na Ukrainie - już raz tam w tej podróży byłem, co prawda z drugiej strony (“06| Ukraina. Chrzest bojowy.”). Na morzu będziemy tydzień czasu.

Czarnomorsk na trasie do Bułgarii Czarnomorsk na trasie do Bułgarii

W tym miejscu powiem wam coś, co może was zdziwić, zaskoczyć. Niektórzy pomyślą, że bredzę, bo jakby nie było żyjemy w społeczeństwie które prowadzone jest tak, by konsumowało jak najwięcej, by żyło drogo i przez całe życie goniło ten pierwszy milion, a potem kolejne. W społeczeństwie którego wartość buduje stan posiadania. Mówi się nam, że trzeba mieć - im więcej, tym lepiej, a jeżeli już jakiś mędrzec zrobi krok dalej by zaakcentować też “być”, to tylko dlatego, że w domyśle jest “bogatym”. Wiecie czym jest bogactwo według mnie? Bogactwo to znajomość każdego języka na kuli ziemskiej - to czyni z ciebie pana każdej sytuacji. Im dłużej jadę, tym częściej w mojej głowie ta myśl jest obecna.

Plaża w barze Plaża w barze

Sama Warna bardzo ładna, spokojna i czysta. Turystów sporo. Jedyna bolączka to, jak w każdym większym mieście nad morzem, brak ładnej plaży. Rekompensuje to spora ilość wszelkiej maści lokali gastronomicznych nad samą wodą w których siedzisz na ustawionych na piasku leżakach - wszystko wygląda bardziej jak plaża w barze, niż bar na plaży. Mam dwa dni, żeby się pokręcić. Nie próżnuję. Dzień, w którym mam być w porcie, przychodzi szybko. Widzimy się tam już jutro!

Album “Bułgaria” ze zdjęciami z całej trasy przez Bułgarię znajdziesz wśród moich galerii. Jestem na Facebooku jako @kosmopolack.life i na Instagramie jako @kosmopolack. Zapraszam do śledzenia mojej przygody!

Jak chcesz mnie dodać do znajomych, nie wahaj się. Znajdziesz mnie we wspomnianych serwisach społecznościowych jak również na LinkedIn. Może spotkamy się po drodze, kto wie! Stale szukam dobrych ludzi na trasie, którzy będą chcieli udzielić mi schronienia na noc. Jeżeli chcesz potowarzyszyć mi w podróży w wybranych krajach - powiedz mi o tym. Jeżeli znajdziesz chwilę, by pokazać mi swoje miasto - daj mi znać! Nasze zdjęcie w moim blogu podróżniczym to mus!